Jednym z uczuć uniwersalnych dla wszystkich ludzi jest strach przemijania życia. Ten problem był obecny w sztuce od zarania dziejów i od czasów Horacego przetrwał aż do dziś. W świecie, w którym wszystko kończy się szybciej niż echo dwóch akordów, nie w role bohaterów, lecz kronikarzy zdecydowali się wejść nastoletni muzycy z Argentyny. Z lekkich melodii, melancholii akustycznych instrumentów i tęsknoty za beztroską dzieciństwa postawili trwalszy niż ze spiżu pomnik wspomnień.
Na zatytułowanym Vida (Życie) młodzi Charly García i Nito Mestre kontynuowali folkowy styl, który od wydania Almendry, pierwszego nagrania ojca narodowego rocka - Luisa Alberto Spinetty wiódł prym w estuarium La Platy. Dowodem tego jest minimalistyczny format zespołu - który mimo to zachwyca pięknymi melodiami już od pierwszych sekund nagrania. O utraconej łatwości młodzieńczego życia opowiada między innymi Dime quién me lo robó (Powiedz kto mi to ukradł). Robi to przy stopniowo rozwijającej się dynamice prowadzonej przez akustyczną gitarę, która zwieńcza kontrastujący elektrycznym riff. W podobnym stylu jest otwierający album Canción para mi muerte (Piosenka dla mojej śmierci). Tam w przeciwieństwie do trzeciego w kolejności tracka dołącza się piano, które zagęszcza go w finale i nie stoi w kontraście do reszty instrumentów. W nim narrator zwraca się do wspomnień, które chce odzyskać i boi się, że jak inni dorośli, już nigdy do nich nie wróci.
Mimo minimalistycznego stylu w zbiorze znajduje się całkiem szeroka gama brzmień, co dowodzi Amigo, vuelve a casa pronto (Przyjacielu, wróć wkrótce do domu). To utwór, w którym przeplata się gra wielu instrumentów. Zaczyna się z swobodnym, przyjemnym gitarowym motywem, później do niego dołączają się klawisze, by finalnie rozbłysnąć w refrenie, w którym organy wychodzą na pierwszy plan. Równie ciekawa jak instrumental jest jego warstwa liryczna, gdzie narrator zwraca się do przyjaciela, który obecnie jest tylko sentymentem dawnych czasów. Z bardziej tajemniczym i dramatycznym wstępem otwiera się prowadzony przez flet Cuando comenzamos a nacer (Kiedy zaczynamy się rodzić). To krótki i dynamiczny kawałek, który jest refleksją nad iluzorycznością rzeczywistości. Opowiada on o momencie, w którym człowiek zaczyna rozumieć mechanizmy władające światem i traci niewinność. Zamykającym album jest jeden z niewielu w pełni instrumentalnych utworów, krótki Posludio, który prezentuje powtarzający się motyw i kończy chwile po upłynięciu minuty od jego początku. Choć brakuje w nim mocnej cody, która zwieńczyłaby płytę, dobrze pasuje do jej stylu.
Spokojna i pełna zadumy płyta nie bez powodu odniosła tak duży sukces w Argentynie stając się jednym z niepodważalnych klasyków kwitnącego narodowego rocka. Ta mieszanka porywających motywów i nasyconych delikatnym brzmieniem oddaje siłę uczuć autorów z niesamowitą lekkością. Vida stałą się nie tylko kartką w muzycznym kalendarzu, ale też między pokoleniowym hymnem dla młodości.