Bronca Buenos Aires - przez lata zakazana przez cenzurę, transportowana na taśmach, przenoszona z rąk do rąk. Najpierw ukazała się w ocenzurowanej wersji, bez tekstu, aby 45 lat po wydaniu mogła zostać zagrana po raz pierwszy na żywo. To nie scenariusz filmu, lecz prawdziwa historia Argentyny zapisana na 33-minutowej płycie.
Prowadzący saksofon nie jest ograniczony żadnym tempem, ani rejestrem - wszystko co gra jest w pełni zgodne z duszą free jazzu. Gwałtownie się rozpędza i jeszcze szybciej schodzi ze swojego napięcia by uderzyć ze zdwojoną siłą i wylać całą zgromadzoną energię. Jego partie są pełne kontrastów. Raz gra lekkie i powolne melodie przepełnione melancholią. Innym razem z uderzeniem bigbandowej sekcji trąbek i wejściem psychodelicznie brzmiących organów rozpędza się z porywającą energią i rwie jak płomień. Dzierży siłę, której nic nie potrafi powstrzymać.
Perkusja i bas grają gęsto i nerwowo, nie prowadzą muzyki, ale napędzają ją do zmian dając jej siłę i tempo, które pozwala przekraczać granice swojej dynamiki. Momentami klawisze wydają się całkowicie zagubione, błądzą jak szaleńcza myśl, która nie potrafi znaleźć wyjścia. Ich styl łączy smutek i rozkosz płynącą z udręki zanurzonej w chaosie straceńczych zmian.
Chociaż dyktatura wyprała z ludzi ekspresję, wciąż tli się w nich żądza. Na nagraniu Jorge Lópeza Ruiza słychać to szczególnie, bo każda część orkiestry jednocześnie ma swoją ważną i niezastąpioną rolę, a mimo to dostaje mnóstwo czasu na własną ekspresję.
Sam rozwój brzmienia jest spójny, ale potrafi wprawić w zaskoczenie. Szczególnie wrażenie robią nagłe przejścia z lamentującej sekcji saksofonu akompaniowanego przez lekkie klawisze. Przecinają je gęste uderzenia organów. Szybkie zmiany tempa wprowadzane przez zagęszczanie surowego brzmienia sprawiają, że te pół godziny potrafi minąć jak jeden wstrzymany oddech.
Kiedy Juan Tscherkaski zaczyna mówić, nastaje zupełna cisza, kiedy kończy, już cała orkiestra jest na skinienie dłoni dyrygenta gotowa do eksplozji. O strajku robotników w Buenos Aires opowiada językiem pełnym metafor, nawiązuje do lokalnej tradycji literackiej.
Tekst pierwszego utworu rozpoczynają i kończą noże. Wpierw jako symbol kultury kraju, na końcu jako symbol przemocy. W drugim z tekstów poznajemy najwrażliwszą stronę autora, pierwszym co się rzuca w oczy jest jego przepaść między pragnieniem a bezsilnością "Gdybym mógł, opowiedziałbym" i to jak głęboko wiąże wszystko ze swoimi uczuciami.
Wyobraźnię porusza opisowy styl tekstu.
Gdybym mógł, spróbowałbym odmalować świat słowami.
Dotknąć skóry każdego z was
W nim sam autor jest między marzeniami i rzeczywistością, na którą patrzy "spod przymkniętych powiek", choć chęć wyznania prawdy rozpala go od środka.
Gdybym tylko mógł – to pragnienie...
Po 4 utworach, 33 minutach i niemożliwym do opisania słowami dźwiękowym zapisie emocji nie ma już nic - zostaje tylko pustka. W kontraście mieści się skala całego nagrania, które leży na styku marzeń, surowości świata i mocy jego własnego głosu, spleciona w jedno brzmienie.